Planując kampanię SMS, firmy zwykle patrzą na cenę jednej wiadomości. Rzadziej sprawdzają, jak operator liczy tę „jedną wiadomość”. A tu łatwo o niespodziankę: jedna polska litera, cudzysłów skopiowany z Worda albo emoji w treści potrafią sprawić, że za każdego odbiorcę zapłacimy dwa lub trzy razy.
Jak operator liczy znaki?
SMS ma stałą pojemność techniczną i mieści 140 bajtów. To, ile znaków w niej zmieścimy, zależy od kodowania:
- GSM-7 to podstawowy alfabet SMS. Obejmuje litery łacińskie bez znaków diakrytycznych, cyfry i podstawowe symbole. Mieści 160 znaków.
- Unicode (UCS-2) obsługuje każdy znak, także polskie litery i emoji. Mieści tylko 70 znaków.
Wystarczy jeden znak spoza alfabetu GSM-7, a cała wiadomość przechodzi na Unicode. W alfabecie GSM-7 nie ma żadnej polskiej litery ze znakiem diakrytycznym, łącznie z „ó”.
Dłuższe wiadomości operator dzieli na części, które telefon odbiorcy skleja w jedną. Każda część traci kilka znaków na nagłówek techniczny. W kodowaniu GSM-7 dwie części mieszczą łącznie 306 znaków, a trzy 459. W Unicode różnica jest wyraźna: dwie części to tylko 134 znaki, a trzy 201. Wiadomość, która bez polskich liter zmieściłaby się w dwóch SMS-ach, z ogonkami może wymagać nawet czterech.
Przykład: wiadomość ma 130 znaków. Bez polskich liter to jeden SMS. Z jednym słowem „Dziękujemy” to już dwa. Przy bazie 20 tys. odbiorców różnica wynosi 20 tys. wiadomości do zapłaty.
Pięć znaków, które najczęściej podnoszą koszt
-
Polskie litery. To najbardziej oczywista pułapka, a mimo to wciąż najczęstsza. Często jedno słowo z ogonkiem w stopce („Pozdrawiamy zespół…”) zmienia kodowanie całej wiadomości.
-
Typograficzne cudzysłowy i myślniki. Ktoś pisze treść w edytorze tekstu i wkleja ją do panelu SMS. Znaki „ ” i – wyglądają niewinnie, ale nie należą do GSM-7. Prosty cudzysłów ” i dywiz – już tak.
-
Emoji. Jedno serduszko na końcu wiadomości przełącza całą treść na limit 70 znaków.
-
Rozszerzona tabela GSM. Znaki takie jak €, [, ], {, }, ~, ^, \ i | mieszczą się w GSM-7, ale każdy z nich liczy się jak dwa. Przy wiadomości „na styk” to wystarczy, żeby przekroczyć limit.
-
Długie linki i stopki. Pełny adres z parametrami UTM potrafi zająć połowę wiadomości. Do tego dochodzi informacja o rezygnacji z subskrypcji, której nie da się pominąć.
Ogonki czy bez nich?
Na to pytanie nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Treść bez polskich znaków jest tańsza, a polscy odbiorcy są do niej przyzwyczajeni, bo latami tak pisali SMS-y. Z drugiej strony przy komunikacji premium, na przykład w salonie urody, butiku czy hotelu, poprawna polszczyzna buduje wiarygodność. Wiele marek decyduje się wtedy na krótszą wiadomość z ogonkami, która mieści się w 70 znakach.
– Najdroższy znak w kampanii SMS to ten, którego nikt nie zauważył. Widzimy kampanie, w których budżet przekroczono dwukrotnie tylko dlatego, że ktoś w ostatniej chwili dopisał „Dziękujemy!” albo wkleił treść z prezentacji. Dlatego zawsze radzimy, żeby przed wysyłką patrzeć nie na liczbę znaków, tylko na liczbę części wiadomości – mówi Mikołaj Bondarek, założyciel SMS-fly.
Rozsądne podejście to świadoma decyzja zamiast przypadku. Wiadomości masowe o dużym wolumenie lepiej pisać w GSM-7. Krótkie, wizerunkowe komunikaty mogą zawierać polskie znaki, jeśli mieszczą się w limicie jednej części.
Checklist przed wysyłką
-
Sprawdź kodowanie, nie tylko długość. Podgląd w panelu powinien pokazywać, czy wiadomość jest w GSM-7, czy w Unicode, i z ilu części się składa.
-
Wklejaj treść jako czysty tekst. Albo napisz ją od razu w edytorze platformy, żeby nie przenieść typograficznych znaków.
-
Skróć link. Najlepiej we własnej domenie, bo krótki link z nieznanej domeny budzi nieufność odbiorców i filtrów antyspamowych.
-
Policz stopkę. Nazwa firmy, informacja o rezygnacji i ewentualny podpis zajmują znaki tak samo jak treść główna.
-
Wyślij test na własny telefon. Podgląd w panelu to jedno, a to, jak wiadomość wygląda na ekranie, to drugie.
Podsumowanie
Koszt kampanii SMS zależy nie tylko od stawki za wiadomość, ale też od jej treści. Różnica między 160 a 70 znakami bywa ważniejsza niż negocjacje cenowe z dostawcą. Kilka minut na sprawdzenie kodowania przed wysyłką to najtańsza optymalizacja budżetu, jaką może zrobić dział marketingu.
Artykuł sponsorowany